Blog z życia mamy i córki. Mała miejscowość, mały domek, wielkie szczęście!

środa, 3 września 2014

Karmienie piersią - gadżety

Czyli jak sobie pomóc, a nie zaszkodzić.

Jak jeszcze byłam w ciąży to bardzo dużo się naczytałam na temat karmienia piersią. Byłam (nadal jestem) bardzo zdeterminowana i nie wyobrażałam sobie, żeby nie karmić piersią. Mimo lektury wielu artykułów, książek i Waszych postów nie byłam przygotowana na TAKIE trudności jakie mi towarzyszyły na początku, przede wszystkim na okropny ból...
Na szczęście (pomyślałam) na rynku jest wiele gadżetów, które mają pomóc karmić piersią.
I tak kupiłam sobie nakładki silikonowe na sutki... Nałożyłam je na moje spękane sutki i z nadzieją, że będzie lżej podałam Alicji pierś. Niestety. Totalny niewypał! Porażka! Mała się denerwowała, krztusiła tą nakładką, nie potrafiła zassać, nic nie leciało, a ból i tak był... Więc schowaliśmy nakładki głęboko do szuflady...

Kolejnym nabytkiem były wkładki laktacyjne. Wyobraźcie to sobie: na sutkach otwarte rany, na to nakładamy materiałowe wkładki, wkładki się przyklejają, wszystko się 'mazidlaci', każde ściągnięcie tej nakładki - ból (jakby go było mało)... Porażka! Nie nadają się w ogóle jeżeli ktoś ma problem z popękanymi sutkami...

I wreszcie, ostatecznie nabyłam muszle laktacyjne. Nakładki na piersi, które nie przylegają do sutków, pokarm zbiera się w środku, nic się nie klei, sutki cały czas oddychają i przede wszystkim nie bolą! Jedyny minus muszli laktacyjnych to fakt iż zebrany w nich pokarm wypływa przez dziury jakie znajdują się w ich górnej części, przy każdym pochyleniu się :) Ale to tylko mała niedogodność w porównaniu z tym jak muszle uratowały moje sutki. Jeden całkowicie się już zagoił, drugi jest na dobrej drodze. Polecam!
Wkładek laktacyjnych oczywiście nie wyrzuciłam, czekają na swoją kolej, jak już całkowicie się zagoję :) Opinia jest całkowicie subiektywna, wiem że niektóre mamy wychwalają nakładki silikonowe, może my nie potrafimy ich używać? Nie wiem. Wiem natomiast że był to zbędny wydatek.

Dziś wizyta położnej. Może będziemy się ważyć :) W zeszłym tygodniu Alicja ważyła 3770 g czyli 400 g w dwa tygodnie od dnia wypisu :) Wzorowo :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...