Blog z życia mamy i córki. Mała miejscowość, mały domek, wielkie szczęście!

poniedziałek, 1 września 2014

Karmienie piersią - początki

Początki bywają trudne...

Pierwsze przystawienie do piersi pamiętam dokładnie... leżałam zmęczona po porodzie godzina ósma rano, córka obok mnie, szukała, ssała, chciała, a ja niestety nie wiedziałam co robić! Jaki: instynkt? Jakie: dziecko samo chwyci i będzie pięknie? Nic z tego... sutek nie chciał współpracować, mała się denerwowała, a ja nie wiedziałam za bardzo o co chodzi więc pomyślałam że nie jest głodna i nie chce ssać... ech. No aż w końcu przyszła położna, najpierw mnie ochrzaniła czemu dziecko nie pije, potem mnie potarmosiła za sutka i na siłę przystawiała maleństwo... nie było to miłe... na pewno nie było piękne i intymne, było mechanicznie i na siłę, no ale jak trzeba... w końcu mała złapała sutka. Possała trochę i puściła. Scenariusz się powtórzył...
Jesteśmy już na sali. Córka po badaniach, ja po drzemce i po śniadaniu. Kolejna próba karmienia. Nie było łatwo. Sutek uformowany, mała otwiera buzię, ale bardzo się denerwuje, jest 'żarłoczna'... i już na wstępie cały sutek popękany :( A z piersi nic nie leci... więc złość i frustracja narasta zarówno u mnie jak i u dziecka... Staram się jak mogę przystawiam często, sutki bolą jak cholera ale zaciskam zęby i próbuję. JEST! W końcu coś się sączy, siara. Sutki to jedna wielka rana. Ale nic. Nadal zaciskam zęby i wpycham je córce do buźki, a ta mnie nie oszczędza jest nerwowa, pije łapczywie i boleśnie.
W domu. W końcu! Teraz zrobię wszystko po swojemu. Zero stresu, zero ciagle zaglądających do sali ludzi. Dziecko chce ssać bo już nie jest dokarmiane MM przez położne. Ale jak karmić skoro sutki krwawią! Ból okropny. Płacz, krew, mleko. Ale nic. Zaciskam zęby i przystawiam. Apap co 6 godzin i jakoś daję radę.
Laktacja rozkręciła się na dobre. Mleka dużo. Bardzo dużo. Dużo na tyle że zrobił się zastój. Bolesny. W nocy budzą mnie dreszcze. Ja cała spocona, ale zimo mi jak cholera! Rano mąż mierzy mi temperaturę (ja nie byłam w stanie się ruszyć) 39,7 St C. No pięknie. Leżę zdechła w łóżku, dziecko obok mnie i tylko na posiłki się budzimy.... Po Apapie przeszło, teraz biorę go co 4 godziny. Temperatura spadła. Cycki rozmasowane, nadmiar pokarmu odciągany na bierząco, kapusta idzie jak woda. Po dwóch dniach sytuacja opanowana. I nawaet sutki jakby lepsze. Już nie bolą tak bardzo. Goją się.
Teraz jest super :) I choć jeden sutek jeszcze cierpi podczas przystawiania to już do zniesienia :) Unormowała się też produkcja, kapusty zużywam coraz mniej :) Ale bigosu nie zjem chyba przez najbliższe dwa lata... zapach kapusty mnie prześladuje.

W następnym poście napiszę o cudownym wynalazku, dzięki któremu moje sutki się leczą :)

Mimo ciężkiego początku z karmieniem, uważam że warto! I to bardzo! Jeszcze długa droga przed nami, jeszcze wiele się może wydarzyć, ale ten trudny początek uświadomił mi że każdy sukces musi być okraszony łzami.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...