Blog z życia mamy i córki. Mała miejscowość, mały domek, wielkie szczęście!

piątek, 26 września 2014

Leżing

Czyli gdize lubi leżeć moja córka....
....i dlaczego łóżeczko jest na szarym końcu.

Dziś mały ranking miejsc, gidze najbardziej lubi leżeć Alicja. Bo to nie jest takie oczywiste!

1. MAMA
Można się było spodziewać nie? Moja córka najbardziej lubi być przyklejona do mnie, jak tylko wsadzam ją w chustę to słodko zasypia (zazwyczaj robię to po aktywności, bo jak jest aktywna to chęć rozglądania się bierze górę). I tak właśnie moje dziecko sobie leży na mamie, ale mama nie narzeka bo uwielbia kiedy dziecko jest blisko :) Uwielbiam czuć jej oddech, ciepło i zapach :)
Zdjęcia prawie, że na żywo, szybkie selfie :)
2. PRZEWIJAK
Alicja bardzo lubi leżeć na przewijaku, oczywiście nigdy bez opieki! Jak chce z niż 'pogadać' to właśnie przewijak jest do tego idealnym miejscem. No bo ja się mogę swobodnie nachylić, więc Alicja widzi mnie idealnie, do tego jak ma dość mojej twarzy to ma super pogląd na cały pokój. Jak już wieczorem przed kąpielą dopadają nas zmierzłoty to właśnie leżenie na przewijaku ratuje sytuację :)

3. ROGAL
Ułożony na tapczanie, na wprost lampy. Czasem potrafi leżeć tak nawet z 10 minut, sama! (zahipnotyzowana lampą). Ale częściej jest tak, że Alunia leży na rogalu a ja nad nią stoję miny, śpiewam, czytam :) Bardzo lubimy tak spędzać czas (ja zdecydowanie wolę tak od przewijaka, bo siedzę ;))

4. MATA EDUKACYJNA
Lubi, lubi :) Ale nie na długo i raczej zabawiana przez mamę lub tatę. Sama wytrzyma może z 5 minutek, bo przecież to wszystko jest takie nudne i nie widać lampy!
 5. ŁÓŻECZKO
No i łóżeczko na samym końcu, bo Alicja w ogóle nie chce w nim leżeć, ba! ona nawet nie chce w nim spać.... ostatnio osiągnęliśmy mały sukces, po puszczeniu karuzeli wytrzymuje do połowy melodyjki (akurat zdążę zrobić siku ;)) Karuzelka przeszła tuning bo była strasznie nudna, teraz przeciąga wzrok więc ujdzie ;)

PS. Podczas tuningu karuzeli nie ucierpiało żadne zwierzę ;)


Pozdrawiam Was serdecznie! :*



sobota, 20 września 2014

Chustonoszenie

Uwielbiam!

Dziś obiecany post o naszym chustonoszeniu, które zarówno ja jak i moja córka wręcz uwielbiamy!

Jak to się zaczęło?
Zaczęło się od tego, że Alicja nie lubi się nosić na 'płasko', a wręcz uwielbia w pionie wtula we mnie, często zdarzyło się że właśnie w takiej pozycji zasypiała, odłożona do łóżeczka - oczy jak grochy i wielkie niezadowolenie, jak tylko brałam ją z powrotem zasypiała... no taki pieszczoszek od samego początku była... Nie ukrywam było to dla mnie niekomfortowe bo cały czas była do mnie przyklejona (przypominam że mój maż pracuje 14 h dziennie więc nie mógł mnie odciążyć), no i dodatkowo zaczęłam się martwić jak taka pozycja wpływa na kręgosłup Aluni...
Jak to się skończyło?
Skończyło się tak, że zamówiłam sobie jedną z wielu dostępnych na naszym rynku CHUST. Wybrałam tkaną, kierując się tym że można jej używać nawet do 3 roku życia. A poza tym kierowałam się ekonomią, wybrałam nie najtańszą, nie najdroższą, w odpowiednim kolorze i z darmową wysyłką ;) Jestem zadowolona z wyboru :)
No i teraz jest tak że Alicja już czeka aż ją zawiążę, mamy taki poranny rytuał, wstajemy, jemy, przebieramy się i do chusty. Dziś na przykład Alicja zasnęła dosłownie w momencie jak skończyłam wiązać węzeł. A juz podczas wkładania się do mnie tuliła... Ale bywa też tak że wiązanie ją denerwuje, chwile płacze, odpycha się, jest niezadowolona, ale jak tylko zrobię kilka kroków, lub się pobujam rytmicznie uspokaja się, opiera główkę i spokojnie zasypia. Jak czuję że mogę ją odłożyć do łóżeczka -robię to. Ale częściej bywa tak że to się kończy niezadowoleniem, więc siedzi Alunia w chuście, a mama zadowolona, dwie ręce wolne, może w spokoju zjeść śniadanie, umalować się, zrobić obiad i wiele innych :D
Szczerze polecam :)
Wybaczcie niewyjściową fryzurę ;)

wtorek, 16 września 2014

Wymagające niemowlę

Jak zapewnić dziecku rozrywkę

Odkąd moja córka skończyła miesiąc życia i przestała być przesypiającym 20 godzin noworodkiem cały czas staram się zapewnić jej rozrywkę... no ale do licha jakiej rozrywki pragnie miesięczne niemowlę!?
Zatem w czasie aktywności:
-czytamy, całkiem poważną książkę, dla dzieci ale bez obrazków ;)
-śpiewamy, zazwyczaj z youtubem, to czego słuchałyśmy w ciąży;
-bawimy się na macie, zabawki są mało interesujące, ale pole widzenia na macie jest o wiele większe niż z łóżeczka, no i mama schodzi do parteru więc jest fajnie;
-tulimy się, tzn. nosimy się po domu i obserwujemy białe ściany i lampy :);
-głaskamy się, po brzuszku, rączkach, nóżkach, ot taka pieszczota;
-spacerujemy, ale tylko w obrębie naszego domu, bo nigdy nie wiadomo kiedy zgłodnieję;
-sprzątamy, tzn mama sprząta a Alicja grzecznie siedzi w chuście :D (o chuście więcej jak znów znjadę chwilę czasu i wejdę na bloga).

Zatem kochane wybaczcie mniejszą aktywność na blogu, jest to spowodowane wzmożoną aktywnością w domu :D Zresztą komu ja się tłumacze, przecież większość z Was dobrze to zna, a te co jeszcze nie znają - bądźcie gotowe :) Uwielbiam być z moją córką i robić to wszystko co wyżej :D

PS: Cycki zdrowe :) Karmienie to przyjemność. Tak, spełniam się jako kobieta :)

Na supermenkę
 W chuście
 I na macie :)
Pozdrawiamy! :*

czwartek, 11 września 2014

Pierwszy miesiąc życia

Czyli jak z noworodka stałam się niemowlęciem...

Pierwszy miesiąc za nami. Pewnie będę monotematyczna i przewidywalna ale KIEDY TO MINĘŁO!? Mam wrażenie że wczoraj wyszłyśmy ze szpitala, a to już miesiąc. Miesiąc podczas którego nasza córka dojrzała do miana niemowlęcia :) Jest już taką dużą dziewczynką, silną, uśmiechniętą, głośno krzyczącą jak jest głodna, rozpoznającą głosy mamy i taty, uwielbiającą się tulić :)

Alicja
Waży 4430g
Mierzy 60 cm
Jest grzeczna, płacze faktycznie tylko jak jest głodna, albo zmęczona. Czasem popłakuje też podczas snu, ale szybko uspokaja się kiedy ją przytulamy. Lubi spać z nami, bywa że się tego domaga, po prostu lubi bliskość. My rodzice też lubimy jej bliskość, zapach, miarowy oddech, dlatego chętnie śpimy razem. Co do spania razem to kiedyś przeczytałam zdanie, które tak mnie poruszyło że zmieniłam zdanie na pozytywne: "Ludzie to jedyne ssaki, które wyrzucają swoje młode z legowiska". Więc nasza młoda śpi w naszym legowisku :)

A oto miesięczna Alicja



niedziela, 7 września 2014

Plan dnia noworodka - weryfikacja

Kiedyś sobie zaplanowałam... a jak jest w rzeczywistości?

Moja córka zaczyna żyć według pewnego schematu, dlatego czas na małą weryfikację tego jak wyobrażałam sobie Plan Dnia (haha, teraz się mogę z tego śmiać bo takie coś jak plan dnia nie istnieje przy małym dziecku, które jest karmione piersią).
Budzimy się zazwyczaj ok 7.30, zmieniamy pieluszkę i karmimy się. Zazwyczaj po tym karmieniu Alicja jeszcze zasypia, ja w tym czasie mam czas żeby się ubrać, umyć, ogólnie ogarnąć :) Ok godziny 9.00-10.00 czas na kolejne karmienie, ale przed tym przewijanie i przebranie małej w ubranka dzienne :) Po karmieniu zazwyczaj jest czas aktywności, krótki max 45 minut i znów sen. Ok godziny 13.00 kolejne karmienie, po tym sen (tutaj mam czas na zrobienie obiadu) jeżeli Alicja za nic nie chce zasnąć to idziemy na spacer. No i tak nam się przeplata kamienie ze spaniem lub ewentualnym popołudniowym pobytem w ogrodzie/spacerem (zamiast tego o 13). Aż do godziny 19 kiedy to przygotowujemy się do nocy. I tak nosimy się, tulimy, śpiewamy, przed godziną 20 przygotowujemy kąpiel, kąpiemy się, przebieramy w piżamkę. Potem karmienie, Alicja zasypia i grzecznie śpi w łóżeczku. W nocy budzi się tylko na jedzenie średnio co 3-4 godziny.
Muszę córkę moją pochwalić bo póki co jest bardzo grzecznym dzieckiem, nie płacze, ładnie je, śpi w łożeczku, nooo czasem ma ochotę spać na mamie, ale że mamie też to sprawia przyjemność to nie narzekam ;)  Ponieważ mój mąż cały dzień jest w pracy ( od 8 do 22 ) to sama się z córką bujam, stąd chwila odpoczynku z córką w ramionach jest miłym czasem w ciągu dnia :)

 A tak patrzę na mamę :) ♥

środa, 3 września 2014

Karmienie piersią - gadżety

Czyli jak sobie pomóc, a nie zaszkodzić.

Jak jeszcze byłam w ciąży to bardzo dużo się naczytałam na temat karmienia piersią. Byłam (nadal jestem) bardzo zdeterminowana i nie wyobrażałam sobie, żeby nie karmić piersią. Mimo lektury wielu artykułów, książek i Waszych postów nie byłam przygotowana na TAKIE trudności jakie mi towarzyszyły na początku, przede wszystkim na okropny ból...
Na szczęście (pomyślałam) na rynku jest wiele gadżetów, które mają pomóc karmić piersią.
I tak kupiłam sobie nakładki silikonowe na sutki... Nałożyłam je na moje spękane sutki i z nadzieją, że będzie lżej podałam Alicji pierś. Niestety. Totalny niewypał! Porażka! Mała się denerwowała, krztusiła tą nakładką, nie potrafiła zassać, nic nie leciało, a ból i tak był... Więc schowaliśmy nakładki głęboko do szuflady...

Kolejnym nabytkiem były wkładki laktacyjne. Wyobraźcie to sobie: na sutkach otwarte rany, na to nakładamy materiałowe wkładki, wkładki się przyklejają, wszystko się 'mazidlaci', każde ściągnięcie tej nakładki - ból (jakby go było mało)... Porażka! Nie nadają się w ogóle jeżeli ktoś ma problem z popękanymi sutkami...

I wreszcie, ostatecznie nabyłam muszle laktacyjne. Nakładki na piersi, które nie przylegają do sutków, pokarm zbiera się w środku, nic się nie klei, sutki cały czas oddychają i przede wszystkim nie bolą! Jedyny minus muszli laktacyjnych to fakt iż zebrany w nich pokarm wypływa przez dziury jakie znajdują się w ich górnej części, przy każdym pochyleniu się :) Ale to tylko mała niedogodność w porównaniu z tym jak muszle uratowały moje sutki. Jeden całkowicie się już zagoił, drugi jest na dobrej drodze. Polecam!
Wkładek laktacyjnych oczywiście nie wyrzuciłam, czekają na swoją kolej, jak już całkowicie się zagoję :) Opinia jest całkowicie subiektywna, wiem że niektóre mamy wychwalają nakładki silikonowe, może my nie potrafimy ich używać? Nie wiem. Wiem natomiast że był to zbędny wydatek.

Dziś wizyta położnej. Może będziemy się ważyć :) W zeszłym tygodniu Alicja ważyła 3770 g czyli 400 g w dwa tygodnie od dnia wypisu :) Wzorowo :)

poniedziałek, 1 września 2014

Karmienie piersią - początki

Początki bywają trudne...

Pierwsze przystawienie do piersi pamiętam dokładnie... leżałam zmęczona po porodzie godzina ósma rano, córka obok mnie, szukała, ssała, chciała, a ja niestety nie wiedziałam co robić! Jaki: instynkt? Jakie: dziecko samo chwyci i będzie pięknie? Nic z tego... sutek nie chciał współpracować, mała się denerwowała, a ja nie wiedziałam za bardzo o co chodzi więc pomyślałam że nie jest głodna i nie chce ssać... ech. No aż w końcu przyszła położna, najpierw mnie ochrzaniła czemu dziecko nie pije, potem mnie potarmosiła za sutka i na siłę przystawiała maleństwo... nie było to miłe... na pewno nie było piękne i intymne, było mechanicznie i na siłę, no ale jak trzeba... w końcu mała złapała sutka. Possała trochę i puściła. Scenariusz się powtórzył...
Jesteśmy już na sali. Córka po badaniach, ja po drzemce i po śniadaniu. Kolejna próba karmienia. Nie było łatwo. Sutek uformowany, mała otwiera buzię, ale bardzo się denerwuje, jest 'żarłoczna'... i już na wstępie cały sutek popękany :( A z piersi nic nie leci... więc złość i frustracja narasta zarówno u mnie jak i u dziecka... Staram się jak mogę przystawiam często, sutki bolą jak cholera ale zaciskam zęby i próbuję. JEST! W końcu coś się sączy, siara. Sutki to jedna wielka rana. Ale nic. Nadal zaciskam zęby i wpycham je córce do buźki, a ta mnie nie oszczędza jest nerwowa, pije łapczywie i boleśnie.
W domu. W końcu! Teraz zrobię wszystko po swojemu. Zero stresu, zero ciagle zaglądających do sali ludzi. Dziecko chce ssać bo już nie jest dokarmiane MM przez położne. Ale jak karmić skoro sutki krwawią! Ból okropny. Płacz, krew, mleko. Ale nic. Zaciskam zęby i przystawiam. Apap co 6 godzin i jakoś daję radę.
Laktacja rozkręciła się na dobre. Mleka dużo. Bardzo dużo. Dużo na tyle że zrobił się zastój. Bolesny. W nocy budzą mnie dreszcze. Ja cała spocona, ale zimo mi jak cholera! Rano mąż mierzy mi temperaturę (ja nie byłam w stanie się ruszyć) 39,7 St C. No pięknie. Leżę zdechła w łóżku, dziecko obok mnie i tylko na posiłki się budzimy.... Po Apapie przeszło, teraz biorę go co 4 godziny. Temperatura spadła. Cycki rozmasowane, nadmiar pokarmu odciągany na bierząco, kapusta idzie jak woda. Po dwóch dniach sytuacja opanowana. I nawaet sutki jakby lepsze. Już nie bolą tak bardzo. Goją się.
Teraz jest super :) I choć jeden sutek jeszcze cierpi podczas przystawiania to już do zniesienia :) Unormowała się też produkcja, kapusty zużywam coraz mniej :) Ale bigosu nie zjem chyba przez najbliższe dwa lata... zapach kapusty mnie prześladuje.

W następnym poście napiszę o cudownym wynalazku, dzięki któremu moje sutki się leczą :)

Mimo ciężkiego początku z karmieniem, uważam że warto! I to bardzo! Jeszcze długa droga przed nami, jeszcze wiele się może wydarzyć, ale ten trudny początek uświadomił mi że każdy sukces musi być okraszony łzami.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...