Blog z życia mamy i córki. Mała miejscowość, mały domek, wielkie szczęście!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Urodziłam dziecko i co dalej

Pierwszy dzień z życia matki i córki

Do napisania tego posta zainspirował mnie wpis +Filipia Mama pt: Rodzić po ludzku tak niewiele trzeba. Odżyły we mnie wspomnienia.

Scena I
Urodziłam. Słyszę płacz. Łzy same cisną mi się do oczu? Nie. Śmieję się. Głośno się śmieję. Taka radość. Chcę się wzruszyć, wszyscy czekają na łzy wzruszenia, a ja się śmieję. No bo szczęśliwa byłam i ulgę poczułam, radość mnie ogarnęła :D Jest moja różowiutka? Nie raczej sina, ale moja kochana malutka Alicja. Tata płacze - nadrobił za nas dwoje ;) Dostałam dziecko, leży na mnie, jest miło, błogo. Ale zaraz? Muszę ją oddać? Błagam położną : jeszcze chwila!, no ale ostatecznie wygrała i mi dziecko zabrała. Ważenie, mierzenie, mycie.

Scena II
Leżę, trzeci etap porodu, najmniej przyjemny. Dlaczego? Przecież już nie boli. A jednak. Leżę rozwalona (wybaczcie ale tak było), coś tam gmerają położna z lekarzem i patrzę jak mój mąż trzyma naszą córeczkę, zawiniątko małe. I stoi tak i patrzy, ja patrzę na nich i tak patrzymy na siebie jak te dwa cielęta i nic nei możemy zrobić, a tak bardzo chcemy być blisko siebie! Przytulić się, położyć razem i być!

Scena III
Sala poporodowa.
Leżę ja z córką, obok siedzi mąż. Jest miło. Trochę dziwinie i nieswojo, ale miło. Nie wiem co robić. Dać pierś? tak tu i teraz? Czekać? Ale na co? Nieśmiało póbuję. Alicja nie współpracuje, a przecież ma instynkt nie? I ja mam instynkt matki karmicielki, a tu dupa. Przychodzi położna: "No czemu pani nie karmi!?", spuszczam wzrok.... "Przecież widać że dziecko chce!", nie widzę... "Chce pani karmić czy nie!?", teraz pojawiły się łzy... "Pani się nie marze, tylko pokaże", łapie mnie za sutka i szczypie, boli, wciska pierś do małej buźki, nic, ściska mocnej, nic, "No nie, pani musi współpracować, bo nic z tego nie będzie", no to teraz ja ściskam i próbuje ulokować pierś w małej buźce, położna kręci głową i wychodzi. Mąż mnie pociesza, ale widzę i czuję, że nie wie co robić. Jest dziwnie.

Scena IV
Znów zabrali mi dziecko. Nasz czas wspólny się skończył, wzięli ja na badania, mycie. Odwożą mnie na salę położniczą. Sala malutka. Cztery łóżka na 8 mkw. Jedno już zajęte. Wąskie przejście między łóżkami sprawia że Pani nie ma dziecka przy sobie tylko pod drzwami... Witam się, wymieniamy drobne uprzejmości: -jak poród?, -słyszałam panią; -córeczka!? -ile waży?; -kiedy śniadanie? (urodziłam o 6:15). Położna każe mi iść spać, bo muszę odpocząć, podaje mi tależ z kromką chleba i plastrem sera - śniadanie. Pytam: "A Alicja?", "Proszę się nie martwić, zajmiemy się nią, pani musi teraz odpocząć", robię jak każą.... dziś mam wyrzuty sumienia, nigdy wiecej nie pozwoliłabym na takie coś :(

Scena V
Wstaję z łóżka. Nogi jak z waty. Idę pod prysznic. Jest mi słabo, ledwo się opłukałam, wracam do łóżka. Pytam sąsiadki: "Kiedy dają mi dziecko?", "O 11"...
Godzina 11 do sali wjeżdżają dwa wózki, "czy rozpoznam moje dziecko" - pierwsza myśl, głupia wiem.  Poznaję, jest moja szóstka (taki numerek dostała). Połozna wydaje rozkaz: "Proszę nakarmić dziecko" i wychodzi. Biorę to mało zawiniątko i nie wiem co robić. Podpatruję koleżankę, z wymiany uprzejmości wiem, że to jej trzecie dziecko, upragniona córeczka. Przystawiam Alicję. Nic. Ściskam pierś, przystawiam. Ssie! Udało się! Ssie! Całe 30 sekund... I tak w kółko. Jestem zrezygnowana, ale staram się. Przychodzi położna. Mówię że mam wątpliwości, bo chyba nie mam pokarmu i moje dizecko jest niespokojne i sie martwię i w ogóle. Położna ubiera rękawiczki, "proszę pokazać" ale co? a pierś... wyciągam, ściska, nie leci "proszę się rozluźnić" (jest naprawdę miła, choć trochę mnie to krępowało, tak na sali), nie leci, "proszę próbować, pokarm jest tylko trzeba to rozkręcić", no więc próbuję.

Scena VI
"Oddaja panie dziecko na noc?" eee w głowie kłębią się myśli, jak oddam to sie wyśpię, i dizecko się wyśpi, i dają jej mleko i wszyscy tak robią i robi tak sąsiadka z sali - oddałam. Teraz żałuję, nigdy więcej nie oddałabym dziecka na noc. Nigdy! Co mnie pokusiło.
Chwile potem chce iść pod prysznic - zapomnij. Kolejka na całym korytrarzu, dwa prysznice, 20 kobiet. Pójdę rano.

Scena VII
Godzina 5.30, położna wpada, jakieś badania (ciśnienie? temperatura? nie pamiętam, spałam), podrywam się z łóżka, łapię kosmetyczkę i ręcznik lecę do łazienki, kolejka...

Epilog
Dużo błędów, dużo złych decyzji, dużo nieprzyjemności, niewygód ale mimo tego wsyzstkiego to był dobry dzień. To był pierwszy dzień naszej córki! Pobyt w szpitalu może wydać się wam okropny, traumatyczny, ale nie był. Były też dobre, miłe, pomocne położne. Położna, która odbierała poród - idealna. Warunki trudne, ale kto by to pamiętał - URODZIŁAM CÓRKĘ! tylko to się teraz liczy, kiedy wspominam tamten dzień - 10 sieprnia 2014 :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...