Blog z życia mamy i córki. Mała miejscowość, mały domek, wielkie szczęście!

piątek, 23 stycznia 2015

Remontowy zawrót głowy!

Gdzie jesteśmy jak nas nie ma?

Remontujemy!
Mąż ma wolne, dużo wolnego, więc korzystamy i dopieszczamy nasz dom :) Na pierwszy ogień kuchnia i kafelkowanie - mąż pierwsyz raz kłądzie kafelki SAM od początku do końca no i nawet mu to wysżło :) Potem malowanie ( po pół roku drugie malowanie kuchni - źle dobraliśmy farbę na początku i teraz trzeba poprawiać... ech mądry polak po szkodzie).
Potem czas na jadalnię! I sypialnię! Tynowanie, gipowanie, gładzenie i inne takie 'brudne' prace. A ja siedzę i szyję :) Nowe firanki, zasłonki, podusie :)
Więc wybaczcie, że nas nie ma, ale dzieje się u nas :)

No ale na spacerki znajdujemy trochę czasu :)
Buziaki! :)



poniedziałek, 12 stycznia 2015

Urodziłam dziecko i co dalej

Pierwszy dzień z życia matki i córki

Do napisania tego posta zainspirował mnie wpis +Filipia Mama pt: Rodzić po ludzku tak niewiele trzeba. Odżyły we mnie wspomnienia.

Scena I
Urodziłam. Słyszę płacz. Łzy same cisną mi się do oczu? Nie. Śmieję się. Głośno się śmieję. Taka radość. Chcę się wzruszyć, wszyscy czekają na łzy wzruszenia, a ja się śmieję. No bo szczęśliwa byłam i ulgę poczułam, radość mnie ogarnęła :D Jest moja różowiutka? Nie raczej sina, ale moja kochana malutka Alicja. Tata płacze - nadrobił za nas dwoje ;) Dostałam dziecko, leży na mnie, jest miło, błogo. Ale zaraz? Muszę ją oddać? Błagam położną : jeszcze chwila!, no ale ostatecznie wygrała i mi dziecko zabrała. Ważenie, mierzenie, mycie.

Scena II
Leżę, trzeci etap porodu, najmniej przyjemny. Dlaczego? Przecież już nie boli. A jednak. Leżę rozwalona (wybaczcie ale tak było), coś tam gmerają położna z lekarzem i patrzę jak mój mąż trzyma naszą córeczkę, zawiniątko małe. I stoi tak i patrzy, ja patrzę na nich i tak patrzymy na siebie jak te dwa cielęta i nic nei możemy zrobić, a tak bardzo chcemy być blisko siebie! Przytulić się, położyć razem i być!

Scena III
Sala poporodowa.
Leżę ja z córką, obok siedzi mąż. Jest miło. Trochę dziwinie i nieswojo, ale miło. Nie wiem co robić. Dać pierś? tak tu i teraz? Czekać? Ale na co? Nieśmiało póbuję. Alicja nie współpracuje, a przecież ma instynkt nie? I ja mam instynkt matki karmicielki, a tu dupa. Przychodzi położna: "No czemu pani nie karmi!?", spuszczam wzrok.... "Przecież widać że dziecko chce!", nie widzę... "Chce pani karmić czy nie!?", teraz pojawiły się łzy... "Pani się nie marze, tylko pokaże", łapie mnie za sutka i szczypie, boli, wciska pierś do małej buźki, nic, ściska mocnej, nic, "No nie, pani musi współpracować, bo nic z tego nie będzie", no to teraz ja ściskam i próbuje ulokować pierś w małej buźce, położna kręci głową i wychodzi. Mąż mnie pociesza, ale widzę i czuję, że nie wie co robić. Jest dziwnie.

Scena IV
Znów zabrali mi dziecko. Nasz czas wspólny się skończył, wzięli ja na badania, mycie. Odwożą mnie na salę położniczą. Sala malutka. Cztery łóżka na 8 mkw. Jedno już zajęte. Wąskie przejście między łóżkami sprawia że Pani nie ma dziecka przy sobie tylko pod drzwami... Witam się, wymieniamy drobne uprzejmości: -jak poród?, -słyszałam panią; -córeczka!? -ile waży?; -kiedy śniadanie? (urodziłam o 6:15). Położna każe mi iść spać, bo muszę odpocząć, podaje mi tależ z kromką chleba i plastrem sera - śniadanie. Pytam: "A Alicja?", "Proszę się nie martwić, zajmiemy się nią, pani musi teraz odpocząć", robię jak każą.... dziś mam wyrzuty sumienia, nigdy wiecej nie pozwoliłabym na takie coś :(

Scena V
Wstaję z łóżka. Nogi jak z waty. Idę pod prysznic. Jest mi słabo, ledwo się opłukałam, wracam do łóżka. Pytam sąsiadki: "Kiedy dają mi dziecko?", "O 11"...
Godzina 11 do sali wjeżdżają dwa wózki, "czy rozpoznam moje dziecko" - pierwsza myśl, głupia wiem.  Poznaję, jest moja szóstka (taki numerek dostała). Połozna wydaje rozkaz: "Proszę nakarmić dziecko" i wychodzi. Biorę to mało zawiniątko i nie wiem co robić. Podpatruję koleżankę, z wymiany uprzejmości wiem, że to jej trzecie dziecko, upragniona córeczka. Przystawiam Alicję. Nic. Ściskam pierś, przystawiam. Ssie! Udało się! Ssie! Całe 30 sekund... I tak w kółko. Jestem zrezygnowana, ale staram się. Przychodzi położna. Mówię że mam wątpliwości, bo chyba nie mam pokarmu i moje dizecko jest niespokojne i sie martwię i w ogóle. Położna ubiera rękawiczki, "proszę pokazać" ale co? a pierś... wyciągam, ściska, nie leci "proszę się rozluźnić" (jest naprawdę miła, choć trochę mnie to krępowało, tak na sali), nie leci, "proszę próbować, pokarm jest tylko trzeba to rozkręcić", no więc próbuję.

Scena VI
"Oddaja panie dziecko na noc?" eee w głowie kłębią się myśli, jak oddam to sie wyśpię, i dizecko się wyśpi, i dają jej mleko i wszyscy tak robią i robi tak sąsiadka z sali - oddałam. Teraz żałuję, nigdy więcej nie oddałabym dziecka na noc. Nigdy! Co mnie pokusiło.
Chwile potem chce iść pod prysznic - zapomnij. Kolejka na całym korytrarzu, dwa prysznice, 20 kobiet. Pójdę rano.

Scena VII
Godzina 5.30, położna wpada, jakieś badania (ciśnienie? temperatura? nie pamiętam, spałam), podrywam się z łóżka, łapię kosmetyczkę i ręcznik lecę do łazienki, kolejka...

Epilog
Dużo błędów, dużo złych decyzji, dużo nieprzyjemności, niewygód ale mimo tego wsyzstkiego to był dobry dzień. To był pierwszy dzień naszej córki! Pobyt w szpitalu może wydać się wam okropny, traumatyczny, ale nie był. Były też dobre, miłe, pomocne położne. Położna, która odbierała poród - idealna. Warunki trudne, ale kto by to pamiętał - URODZIŁAM CÓRKĘ! tylko to się teraz liczy, kiedy wspominam tamten dzień - 10 sieprnia 2014 :)



sobota, 10 stycznia 2015

Pięciomiesięczne niemowlę

10 stycznia 2015 - skończone pięć miesięcy

Dziś mija piąty miesiąc odkąd Alicja jest z nami (po tej stronie brzucha rzecz jasna) czyli piąty miesiąc nieustającego szczęścia i ciężkiem pracy zarazem.
Widziałam ostanio taki obrazek i nieomieszkałam go zapisać na dysku żeby się nim z Wami podzielić

Ale skupmy się na mojej pięciomiesięcznej córce :)

Alicja uwielbia kiedy recytuję jej krótkie wierszyki, kiedy gotuję obiad, a ona zaczyna się irytować faktem iż musi SAMA leżeć w leżaczku i nie interesuję się nią przez CAŁY czas to odkopuję w pamięci wierszyki z czasów kiedy uczęszczałąm do teatru i jadę:
"Na peronie w Poroninie,
Pchła pląsała po pianinie,
Przytupnęła, podskoczyła
I pianino przewróciła" 
albo
"Waży żaba smar,
pełen smaru gar.
Smar jest w garze,
gar na żarze.
Wrze na żarze smar."
Oczywiście istotne jest odpowiednie intonowanie, podskoki, tupnięcia, bulgotanie. Potrafię powtórzyć każdy od 5 do 10 razy i spokojnie usmażyć kotlety/ obrać ziemniaki/ załadować zmywarkę.
Alicja turla się po całym pokoju.Obraca się w każdym momencie, nawet dym najmniej dogodnym np podczas zmiany pieluszki z brudną pupą... no ale umie :)
Waga pokazuje 7,200 kg. Ubrania zdecydowanie 68/74.
Alicja nauczyła się biadolić, całymi dniami biadoli. Widać, ze męczą ją zęby. I to bardzo. A jeżeli już przy zębach jesteśmy to mamy jednego :D Prawa dolna jedynka się przebiła, tzn chyba jeszcze jest pod dziąsłem ale jest wyraźnie wypukła! Teraz jeszcze pozostałe 31...
Inne umiejętności:
-reaguje na swoje imię,
-sięga po przedmioty i chwyta je, przekłada z rączki do rączki,
-kiedy podaję jej przedmiot, ten który trzyma wypuszcza z rączki,
-naśladuje miny (język wystawia, uśmiech odwzajemnia, jak udaję żucie to też żuje, jak nie udaję i jem to ona też szczęką 'je').

No i jeszcze jedna kwestia... okazało się, że 'niechcący' rozszerzyłam dietę szybciej niż planowałam, czyli przed 6 miesiącem. Dlaczego niechcący? Bo zawsze myślałam, że rozszerzenie to zastąpienie jednego posiłku mlecznego innym np. marchewką, ziemniaczkiem, zupką czy deserkiem. Natomiast ja ostatnio dałam Alicji gotowaną marchewkę w siateczce (gryzak z siateczką). No nie mogłam jej nie dać! Tak się interesowała tym co jemy! Tak się irytowała patrząc na nas! Ale szczerze nie miałam pojęcia, że to już rozszerzanie diety... no ale napadły na mnie mamuśki z forum, na którym się udzielam, że ja taka wojowniczka 'tylko cyc do 6 msca' dałam marchewkę! No ale 'hello' przecież to nie był posiłek! Przecież ona tą marchewkę w tej siateczce ledwo liznęła... no i się okazało, że jestem nieszczera... ale jak to jest na prawdę!? Rozszerzyłam? Bo serio już jestem głupia z tego wszystkiego...

O taki humor mam

 Ale generalnie jestem słodka i grzeczniutka :) A rodzice czasem muszą poczuć jak to jest być rodzicem nie? ;)
BUZIAKI! :*


środa, 7 stycznia 2015

Remanent 2015

Czas zamienić szpilki na wygodne tenisówki

Przejrzałam dziś zawartość mojej szafy z butami (tak mam szafę, nie zwykłą mała szafkę, tylko wielką szafę - kocham buty, nic nie poradzę) i cóż się okazało? A no że zdecydowanie muszę zmienić jej zawartość! Same szpilki! Obcasy ogromniaste! Błyszczące, seksowne, całkowicie nie nadające się na spacery z dzieckiem. Wszystkie piękne, uśmiechające się do mnie.... ale niebezpieczne kiedy trzeba pchać wózek / biec za dzieckiem / nosić w chuście. Już nie wspominam o tym, ze moja rozszerzona po ciąży stopa zwyczajnie w niektóre modele się nie mieści.:( Smuteczek.
Oczywiście nie pozbywam się wszystkiego! O nie! Na głowę jeszcze  nie upadłam. Ale coś tam puszczam w świat, żeby zrobić miejsce na nowe, wygodne i na płaskim :)
Przepraszam, że tak tu się z tym obnoszę ale nie jest to łatwe ;) Jako pani urzędniczka uwielbiałam śmigać na szpilkach pomniędzy petentami, czarne, czerwone, lakierki, skórzane, we wzory... no ale było minęło z pracy mnie zwolnią więc nie ma co, czas na zmiany :)
Zatem, sprzedam! KLIK

http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=10406392


poniedziałek, 5 stycznia 2015

NEW ME!

Ruszamy z akcją!

Dziś pierwszy dzień wyzwania NEW YOU ze Sportsmama .
Prawda jest taka, że ja sama z siebie to nie potrafię się zmobilizować. Ćwiczenia w domowym zaciszu mi nie wychodzą, diety nie pilnuję, zbyt często ulegam pokusom. Zazwyczaj jestem pełna huraoptymizmu przez pierwsze 3 dni a potem upadek za upadkiem i dupa blada.
No ale tym razem musi być inaczej! Bo nadwaga jest, szafa pełna za małych ubrań jest, niesmak kiedy patrzę w lustro też jest. Zatem spinam poślady i podpisuję się pod akcją NEW YOU. Mam nadzieję że taka zbiorowa mobilizacja wpłynie na mnie i dam radę :)

Plusy akcji:
+ codziennie nowy zestaw ćwiczeń
+ pełna mobilizacja
+ odpowiedzialność grupowa
+ przejrzysty plan działania (kalendarzyk!*)

Mój cel:
- 15 kg
- 20 cm w tali
- jakikolwiek minus w biodrach i udach

Założenia:
- trening 4/5 razy w tygodniu
- minimum 1,5 l wody dziennie
- 5 posiłków dziennie
- nie ulegać pokusom

*Sportsmama stworzyła specjalny kalendarzyk na którym zapisujemy swoja wagę, wymiary oraz na którym codziennie zaznaczamy czy udało nam się sprostać założeniom, taka forma to dla mnie strzał w dziesiątkę!

No to teraz skoro już napisałam o tym na blogu, nie ma zmiłuj! Muszę sprostać :) 13 tygodni to nie dużo, a można naprawdę dużo osiągnąć :)

Oczywiście z uwagi na karmienie piersią nie mogę się 'odchudzać', ale mogę stosować świadomą dietę. Moja dieta:
+ zero cukru
+ dużo warzyw i owoców
+ regularne posiłki (haha z dzieckiem to będzie nie lada wyzwanie ale postaram sie nie jeść śniadania o 12:00)
+ nie podjadać!
+ zero słodkich napojów
+ zero białego pieczywa (też ciężkie do zrealizowania bo uwielbiam świeże bułeczki...)
+ jogurt naturalny zamiast słodkiego

Kochane trzymajcie kciuki! :D

PS: Sportsmama +Aleksandra Rożnowska mam nadzieję się nie obrazi, że piszę o jej akcji na blogu :)
PS2: Widziałam, że +M. Poznańska miała w swoich postanowieniach noworocznych punkt o tej akcji :) To jak!? Ruszamy!? :D


piątek, 2 stycznia 2015

Dowód osobisty dla niemowlaka

Po co to? Jak to? Gdzie to?

Po co?

Dowód dla niemowlaka przydaje się właściwie w jednej sytuacji - podróż za granicę. Wiadomo, że aby przekroczyć granicę trzeba posiadać przy sobie dokument tożsamości (dowód, paszport), dotyczy to także dzieci, ba! nawet psów i kotów! Dlaczego więc dowód a nie paszport, odpowiedź jest prosta, jeżeli nie planuję wyjazdu tam gdzie honorują tylko paszport to dowód bo: a/ szybciej b/ za darmo c/ w moim mieście.

Jak to? Gdzie to?

Żeby wyrobić dowód dla dziecka postępujemy tak jak w przypadku dowodu dla osoby dorosłej ALE przy składaniu wniosku muszą być obecni rodzice, oboje (podpisy na oczach urzędników trzeba złożyć), co ciekawe obecność dziecka nie jest wymagana. Zatem udajemy się do właściwego Urzędu Miasta/Gminy, z aktem urodzenia (zabierają nam go i nie oddają), tatusiem i mamusią, swoimi dokumentami tożsamości (ja dowodu zapomniałam, prawo jazdy też może być, lub każdy inny dokument ze zdjęciem)  i dwoma zdjęciami dowodowymi dziecka.

Zdjęcia, no właśnie, jak zrobić zdjęcie niesiedzącemu i nietrzymającemu główki dziecku? Można rozeznać się w terenie i znaleźć fotografa który takie zdjęcia potrafi robić iść i zapłacić i mieć gotowe zdjęcia. Ale można też spróbować w domu. Dziecko wypoczęte, najedzone i szczęśliwe współpracuje bardzo dobrze :)

Jak zrobić zdjęcie do dowodu niemowlakowi?
-na przewijaku/podłodze/łóżku kładziemy białe prześcieradło (tło musi być białe, bezwzględnie)
-układamy główkę dziecka tak żeby widoczna byłą lewa strona z całym lewym uchem
-dziecko musi mieć otwarte oczy, zamknięte usta, bez nakrycia głowy
-zdjecie robimy z góry, centralnie na twarz dziecka (żadne artystyczne podejscia ;))
-zabawiamy dziecko zabawką, tak aby patrzyło w wybranym - lewym - kierunku i pstrykamy aż wyjdzie :)



Na koniec wybieramy komisyjnie (mąż, dziadkowie, sąsiadka) najlepsze zdjecia i idziemy do fotografa je wywołać :)
! zdjęcia na dowodzie jest czarno-białe więc kolor ubrania nie ma znaczenia :)
! zdjęcia robione we wrześniu, Alicja zmieniła się już 100 razy, a dowód ważny na 5 lat!
! na dowód czeka się 30 dni! dlatego trzeba o nim pomyśleć wcześniej!

! dziecięce zdjęcia są traktowane łagodniej w okienku urzędu, wiadomo, że takie niemowlę nie współpracuje i trzeba się nagimnastykować żeby zrobić dobre i spełniające kryteria zdjęcie :)

Mam nadzieję, że post praktyczny i pomocny :)
Teraz jeszcze czekamy, aż Alicja zacznie chodzić i może lecieć po piwo ;) I od razu przypomniała mi się historia, kiedy to pani w lokalu nie chciała mi sprzedać piwa bo nie miałam dowodu, a legitymacja studencka była dla niej mało wiarygodna o.O, w końcu jest tylu studentów poniżej 18 roku życia.....
Buziaki :*

czwartek, 1 stycznia 2015

Nowy rok, nowe wyzwania! Spam zdjęciowy!

2015 witaj!

Jestem pełna energii (choć niewyspana), mam w sobie zapał (choć ziewam pisząc to) i chce mi się żyć! (ale spać też).
Uwielbiam początki. Uwielbiam białą kartę, którą dostałam wraz z nadejściem 2015 roku! Tak na prawdę niewiele się zmiania... plan dnia, rutyna, brak pracy, brak magisterki.... ale czuję się jakby otwierały się przede mną drzwi do nowego, lepszego życia. Dziwne to uczucie i nie mam pojęcia skąd się wzięło, ale chciałam się z Wami tym podzielić.
Na rok 2015 mam całe mnóstwo planów! Żadne to postanowienia, raczej cele, które miło byłoby osiągnąć :)
  • wrócić do aktywnej rekonstrukcji historycznej, ostatnie dwa laty nastąpiła u nas przerwa, bardzo długa i szczerze zaczynam za tym tęsknić, dlatego Grunwaldzie 'here we come!';
  • wrócić do sylwetki dzięki, której zmieszczę się w moje sukienki do rekonstrukcji historycznej;
  • obronić pracę magisterską - wypadałoby w końcu, bo wstyd;
  • cieszyć z każdego nawet najmniejszego sukcesu i celebrować: pierwszy ząb, pierwszy krok, pierwsze mama, pierwsze NIE! i inne pierwsze razy;
  • dokończyć remont domu - koniecznie, najlepiej do wiosny;
  • nauczyć się szyć na maszynie - maszynę już mam, co do umiejętności mam wątpliwości ;);
  • nauczyć się piec - i tu już jutro wypuszczam się na głęboką wodę i postaram się upiec tort urodzinowy dla męża;
  • rozpieszczać siebie, męża i Alicję - a co, należy się nam!
Uda się? Chciałabym, nie są to zbyt wygórowane cele, raczej przyziemne... myślę o nich z radością ( no tylko ta magisterka mnie zniechęca) i gotowością do działania, najchętniej wstałabym i poszła je realizować (no tylko ta magisterka, beee).

A Wy postanawiacie? Planujecie? Cieszycie się na nowy rok? Nowe wyzwania?

W bonusie stary rok 2014 w zdjęciach :)
Ciąża



                                
 MAMA



 MY

 



 ALICJA

 
 


  CHUSTONOSZENIE



KARMIENIE PIERSIĄ





 
 Z TATĄ




 





RODZINNIE





The End
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...