Blog z życia mamy i córki. Mała miejscowość, mały domek, wielkie szczęście!

poniedziałek, 9 marca 2015

A obiadki jemy tak!


Test zestawy stołowego i kubeczka treningowego Canpol


Od kiedy Alicja ogarnęła, że podczas posiłków najważniejsze jest jedzenie a nie zrzucanie zastawy na ziemię, podaję jej dania na talerzyku lub w miseczce. Pięknie sobie radzi moja córeczka! Duma mnie rozpiera kiedy widzę jak pięknie je i czyści talerzyk :D

Dzięki uprzejmości firmy Canpol babies mieliśmy okazję testować zestaw stołowy i kubek treningowy.
Zestaw ma bardzo łady desing, jak wszystkie produkty Canpolu, które mamy. Nie są nachalnie słodkie, nie są przesadnie dzieciowe. Jest misiu, jest pszczółka jest ładny żółty kolor, podoba nam się, a co najważniejsze podoba się Alicji :)

KUBEK WESOŁE ZWIERZĄTKA


Duży plus za fakt, iż dziecko może wywijać kubkiem na wszystkie strony a ciecz pozostaje w kubeczku :)
Kolejny plus za możliwość mycia w zmywarce.
Kubek ma bardzo poręczny kształt, uchwyty są przystosowane do małych rączek, Alicja świetnie sobie z nim radzi. :)


W kubeczku Alicja ma sok ze świeżej marchwi i jabłka :)

ZESTAW STOŁOWY

Zestaw składa się z talerzyka, miseczki, kubeczka i sztućców (łyżeczka i widelczyk).

Duży plus za rozmiar talerzyka, jest spory, więc bez problemu mieści się na nim cały obiad.
Minus za brak podziałki, lubię kiedy warzywa są osobno, mięsko osobno, kasza osobno itp.
ALE do pierogów nadał się idealnie więc w sumie to mogę zmienić zdanie na neutralne w kwestii podziałki :)
Miseczka dość głęboka, niestety nie trzyma się blatu, więc póki co nie używamy bo to zbyt niebezpieczne z płynną zawartością :)
Kubeczek sprawdza się bardzo dobrze, oczywiście że Alicja zawsze po jego użyciu jest mokra, ale z zapałem się uczy z niego korzystać :) Jest poręczny, łatwo się trzyma w małych łapkach.




Po jedzeniu pyk do zmywarki i załatwione :)

Teraz polujemy na jakiś ładny fartuszek do jedzenia, żeby BLW stało się jeszcze przyjemniejsze :D

A zestaw Canpol oczywiście polecam, nam się podoba :D Kubek treningowy też polecam, sprawdza się bardzo dobrze, chciałabym żeby Alicja jak najszybciej piła ze zwykłego kubeczka, ale póki co na jej obolałe dziąsła taki kubek z z silikonowym bidonem to najlepsze rozwiązanie :)



środa, 4 marca 2015

BLW #1

Nie jem papek, moja córka też ich nie je

Alicja przekroczyła magiczny wiek - 6 miesięcy. Do tego sama siada, siedzi stabilnie. Cudne krzesełko po tacie zostało już dawno ściągnięte ze strychu i czekało cierpliwie na swój debiut.
JEDZENIE. Jedzenie dla Alicji to było coś czego bardzo bardzo chciała już od dawna. Kiedy tylko w jej otoczeniu pojawiał się ktoś jedzący, żujący lub tylko niosący talerz z jedzeniem to Alicja nie mogła oderwać od niego wzroku, ba! ona go pożerała wzrokiem! Tym bardziej się ucieszyłam że nadszedł ten czas, że w końcu moja córka jest gotowa na jedzenie. Tyle tytułem wstępu. Zapraszam na fotorelację.


Od samego początku idzie jej świetnie! Na początku oczywiście była zabawa, zrzucanie talerzyka (dlatego jedzenie z talerzyka szybko przekładam jej na blat stołu), smarowanie się brokułem po twarzy, wkładanie kalafiora do ucha. 





Teraz spokojnie mogę Alicji dać na talerzyku (2 tygodnie od pierwszego posiłku) i nie zrzuca go bo od razu bierze się za jedzenie, a kiedy zaczyna bawić się talerzem i odpychać to wiem że koniec jedzenia.
 Owszem, jest bałagan. Owszem, muszę codziennie myć podłogę (przynajmniej dwa razy!).
Owszem, mam to gdzieś. Radość jaką daje nam wspólne jedzenie i obserwowanie naszej córki jak z pasją pochłania jedzenie jest bezcenne! Polecam każdemu, nie jedzcie papek!

PS. Nasze vintage krzesełko jest wyposażone w podusię bo jest całe z drewna więc podusia dla komfortu. nie dlatego że Alusia nie siedzi i jest podpierana :D To tak dla rozwiania ewentualnych wątpliwości :D :*



niedziela, 1 marca 2015

Matka też kobieta

Moje ulubione kosmetyki

Maluję się codziennie. Jest to dla mnie normalny, poranny rytuał, jak umycie zębów. Oczywiście nie nakładam na siebie tapety, nie robię starannego smokey, nie maluję ust krwistoczerwoną szminką.
Codziennie rano używam kremu BB, na zdjęciu Rimmel matujący, uważam że jest idealny, lekki ale kryjący, nie brudzi, dobrze się wchłania. Zawsze tuszuję rzęsy i przeczesuję brwi. Do tego trochę różu na policzki oraz balsamu na usta i czuję się dobrze :) Jak przyjdzie niezapowiedziany gość, pan listonosz, pan z wodociągów to otwieram drzwi i nie muszę udawać że właśnie spałam albo jestem chora i dlatego wyglądam jak wyglądam ;)
Na wielkie wyjście (czy. do sklepu lub kościoła ;)) oczywiście bardziej się przykładam do makijażu. Używam wtedy korektora Wibo pod oczy i na zaczerwienienia, tudzież do ukrycia wyprysków. Do tego mój ulubiony podkład Revlon matujący i rozświetlacz Revlon pod oczy. Jak mam ochotę to modeluję twarz bronzerem a jak nie to używam tylko różu. Oczy maluję palcem, dostałam od mamy świetną paletkę cieni Diora, są nieziemsko idealne! Do tego kolor na usta i matka gotowa do wyjścia :D
Lubię kosmetyki. Kiedyś kupowałam ich bardzo dużo, teraz zastanawiam się kilka razy czy na pewno potrzebuję, czy na pewno w fioletowej szmince będzie mi dobrze, czy aby koniecznie muszę mieć ten niebieski cień do oczu. W większość przypadków odpowiedź brzmi NIE, dzięki temu nie muszę wyrzucać nieużywanych a dawno już przeterminowanych kosmetyków. A wyrzucać bardzo nie lubię...
Macie swoje ulubione kosmetyki??? Zapraszam Wam do Instagramowego wyzwania! A jak nie macie IG to piszcie posta! Uwielbiam zaglądać Wam do szaf i kosmetyczek :D Wścibskie babsko ze mnie ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...